icon-news

Na wieczną szychtę odszedł Sławomir Ziemianek

Aktualności 29.03.2025

Z ogromnym smutkiem i bólem serca dzielimy się wiadomością, na którą nikt z nas nie był gotowy. Dziś (29.03.2025) odszedł nasz Przyjaciel, Kolega, Człowiek wyjątkowy – Sławomir Ziemianek.

Kilka dni temu Sławek uległ poważnemu wypadkowi. Trafił do szpitala w Bytomiu, gdzie przeszedł ciężką operację i został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Lekarze robili wszystko, co mogli. My – czekaliśmy, trzymaliśmy kciuki , modliliśmy się, wierzyliśmy, że jeszcze do nas wróci. Że znów spotkamy się na szybie, na pikniku, na zwykłej codziennej rozmowie przy pracy.
Niestety… dziś rano przegrał tę walkę.

Jego odejście to ogromna strata – dla nas wszystkich, dla Tarnowskich Gór, dla Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, z którym związany był od dziecka.
Straciliśmy nie tylko kierownika Sztolni Czarnego Pstrąga, wieloletniego członka Zarządu SMZT, przewodnika z blisko 30-letnim stażem…Straciliśmy człowieka serca. Pasjonata, społecznika, przyjaciela. Zawsze obecnego. Zawsze gotowego pomóc.

Sławku – będzie nam Ciebie brakowało. Bardzo.

Sławomir Ziemianek urodził się 8 listopada 1977 roku w Tarnowskich Górach. Pochodził z rodziny głęboko zaangażowanej w działalność na rzecz lokalnej społeczności – jego ojciec, Tadeusz, od dekad współtworzy tarnogórską turystykę, jego siostra Dorota również działa społecznie w Stowarzyszeniu.

Sławek związał się ze Stowarzyszeniem już jako nastolatek. W latach 90. brał udział w wyprawach Sekcji Penetracji Podziemi, pomagał przy imprezach, był pomocnikiem przewodników. W 1995 roku zdobył uprawnienia przewodnickie.
Z czasem stał się jednym z filarów SMZT. Od 2014 roku był członkiem Zarządu, prowadził współpracę z organizacjami pozarządowymi, pozyskiwał środki zewnętrzne, dbał o rozwój wizji Stowarzyszenia.

Z pasją angażował się w działania edukacyjne i społeczne, współorganizował m.in. festiwal Child Out , wspierał rodziny dzieci autystycznych, prowadził grupy samopomocowe. Uczestniczył w pracach nad stworzeniem Marki Miasta, działał w komisjach konkursowych i miejskich, m.in. ds. nazewnictwa ulic. Był także wykonawcą herbu górniczego na fasadzie dawnej Spółki Brackiej (dzisiejszy budynek Policji). Pomagał w przygotowaniach do wpisania tarnogórskich zabytków na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zawsze z sercem. Zawsze z myślą o wspólnym dobru.

Był obecny również w świecie kultury – jako uczestnik miejskich gier, wydarzeń, członek bractw, społecznik i konsultant filmu “Diabeł” z Erykiem Lubosem w roli głównej. Zawsze blisko ludzi, historii, dziedzictwa.
Sławek był także utalentowanym pisarzem i blogerem Jego teksty ukazywały się w różnych publikacjach, m.in. w książce „Tarnowskie Góry. Miejskie Opowieści 2” wydawnictwa Almaz.
Na swoim blogu Palcem pisane dzielił się refleksjami o codzienności, przeszłości i tym, co w życiu najważniejsze.

(https://ziemianek.blogspot.com/).

Z tych słów dziś wyjątkowo mocno wybrzmiewa jedno zdanie:

„Nie wiem, czy cokolwiek po nas zostaje, ale jeśli już – to tylko dobre słowo.”
— Sławomir Ziemianek

Sławku – zostawiłeś po sobie tysiące dobrych słów i jeszcze więcej dobrych czynów.
Nigdy Cię nie zapomnimy. Do zobaczenia kiedyś.
Rodzinie, Partnerce, Przyjaciołom, wszystkim Bliskim – składamy wyrazy najgłębszego współczucia.


Msza św. pogrzebowa została odprawiona we wtorek 1 kwietnia w kościele pw. św. Anny w Tarnowskich Górach. Urna z prochami spoczęła naq cmentarzu parafialnym.

Pożegnaliśmy naszego kolegę, członka stowarzyszenia, kierownika sztolni, przewodnika po podziemiach z listy UNESCO, tarnogórzanina, społecznika i przede wszystkim dobrego człowieka.

Rodzina, dywan z kwiatów, płonący kaganek przy urnie z prochami, wzruszające wspomnienia, tłumy znajomych, szpaler Miłośników w mundurach… Utwory, które towarzyszyły zebranym na mszy oraz w drodze na cmentarz, zostały wybrane kilka lat temu przez samego kolegę Sławka – taka była jego ostatnia wola.

Na koniec razem zebraliśmy się przy Dzwonnicy Gwarków, a Marcin odegrał pożegnanie na dudach.

MOWA POŻEGNALNA

Trudno wypowiedzieć te słowa. Trudno je wypowiedzieć głośno – przy Was, w tej świątyni, przy tej urnie.
Kilka dni temu wydarzyło się coś, co wciąż wydaje się nierealne.
Sławomir Ziemianek – nasz kolega, nasz przyjaciel, człowiek, z którym dzieliliśmy pasję i wspólne cele – uległ poważnemu wypadkowi. Trafił do szpitala. Walczył. Lekarze robili wszystko, co mogli. My – czekaliśmy. Mieliśmy nadzieję. Trzymaliśmy kciuki. I nie traciliśmy wiary.
Niestety… Miał 47 lat.
Często zaskakiwał nas swoimi pomysłami. Swoim odejściem zaskoczył niemniej. Tyle jeszcze mógł zrobić. Tyle planów nie zdążył zrealizować. Jego odejście to ogromna strata – dla rodziny, dla przyjaciół, dla Stowarzyszenia, dla Tarnowskich Gór.
Bo tacy ludzie jak Sławek nie trafiają się często. A kiedy odchodzą, zostaje nie tylko ból, ale i pustka.
Dla wielu był przewodnikiem. I to dosłownie – przez prawie trzy dekady oprowadzał ludzi po tarnogórskich podziemiach. Ale był też kimś więcej – kimś, kto potrafił prowadzić nie tylko trasą turystyczną, ale i przez życie. Spokojnie, z dystansem, z poczuciem humoru. Dla wielu z nas był takim „światełkiem w tunelu”. Nie spektakularnym reflektorem. Raczej dyskretnym światłem, które pomagało iść do przodu.
Sławek urodził się 8 listopada 1977 roku w Tarnowskich Górach, w rodzinie głęboko związanej z miastem i z naszym Stowarzyszeniem. Jego przodkowie współtworzyli SMZT. Ojciec, Tadeusz Ziemianek, przez dziesięciolecia był przewodnikiem i kierownikiem Biura Obsługi Ruchu Turystycznego. Siostra, Dorota, od lat zaangażowana społecznie, nadal działa w Stowarzyszeniu – tak jak Sławek, zawsze gotowa do pomocy.
On sam związał się ze Stowarzyszeniem już jako nastolatek – najpierw przy wydarzeniach, potem jako pomocnik przewodników, aż w końcu – w 1995 roku – sam zdobył uprawnienia przewodnickie. Z czasem stał się jednym z filarów organizacji: członkiem Zarządu, organizatorem projektów, edukatorem, pomysłodawcą, dobrym duchem.
Wszystko robił z przekonania, a nie z przymusu. Jak sam kiedyś napisał:
„Nigdy nikt nie pytał nikogo o pieniądze, możliwości zarobku, zabłyśnięcia w blasku fleszy, czy notatki w gazecie. Każdy robił to, co po prostu… było trzeba.”
Sławek po prostu działał. Pomagał, kiedy trzeba było pomóc. Wspierał, kiedy widział, że ktoś nie daje rady. I robił to w swoim stylu – bez zbędnych słów, ale z dużą dawką empatii i rozsądku.
Był też obecny przy wielu ważnych momentach w historii naszego miasta. Pomagał w przygotowaniach do tzw. misji odbiorczej – wizji lokalnej przeprowadzonej w 2016 roku przez eksperta Komitetu Światowego Dziedzictwa, w ramach procedury poprzedzającej wpis tarnogórskich zabytków na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. To był trudny czas – a on po raz kolejny był tam, gdzie był potrzebny.
Zajmował się też rzeczami pozornie drobnymi, ale ważnymi. Dzięki jego inicjatywie i determinacji słynne górnicze młotki – pyrlik i żelosko – wróciły na fasadę dawnej Spółki Brackiej, dziś siedziby Komendy Powiatowej Policji. Sam zadbał o detale: sprowadził specjalną stal nierdzewną z Włoch, zlecił wykonanie konstrukcji, zaangażował straż pożarną do montażu. Jak mówił:
„To forma hołdu gwarkom, którzy pracowali w niezwykle trudnych warunkach. Często płacili oni najwyższą cenę.”
Sławek nie lubił wielkich słów. Ale potrafił wielkimi czynami oddać szacunek tym, którzy byli przed nami.
W styczniu 2020 roku, podczas uroczystej gali z okazji 65-lecia naszego Stowarzyszenia, Sławek – wraz z kolegami ze Stowarzyszenia, Pawłem i Łukaszem – z dumą prezentował nowy sztandar SMZT w Tarnogórskim Centrum Kultury. Był w tym skupiony, wzruszony, bardzo dumny – nie tylko z samego momentu, ale z tego, co ten sztandar symbolizował: ciągłość pokoleń, wspólnotę wartości, wierność idei. To była dla niego nie tylko ceremonia – to był osobisty i głęboki gest. Jak później pisał:
„Możemy mieć różne zdania, ale jeśli sztandar niesiemy razem, to znaczy, że wciąż wierzymy w to samo.”
Wierzył w ludzi. W sens wspólnego działania. I w to, że warto być przyzwoitym – nawet wtedy, gdy nikogo nie ma w pobliżu.
Był też pisarzem. Prowadził bloga, pisał artykuły do książek, pracował jako copywriter. Zawsze z dystansem, ironią i klasą. Miał dar zauważania rzeczy ważnych i nazywania ich tak, że zostawały z człowiekiem na długo.
„Nie wiem, czy cokolwiek po nas zostaje, ale jeśli już – to tylko dobre słowo.” – napisał kiedyś.
To zdanie dziś wybrzmiewa szczególnie mocno. Bo Sławek zostawił po sobie właśnie to: tysiące dobrych słów. I jeszcze więcej dobrych czynów.
Był też blisko świata kultury. Przy filmie „Diabeł”, którego premiera odbyła się kilka miesięcy temu w Tarnogórskim Centrum Kultury – nie jako aktor, ale jako ten, który wspierał z oddaniem cały proces: od scenografii, przez logistykę, po rozwiązywanie problemów dnia codziennego. Obserwował ten film, towarzyszył mu, pomagał i dzielił się swoim spojrzeniem. Jeszcze kilka dni temu opisywał kulisy prasy przy produkcji.
A pisał:
„Nie pamiętam, ile w sumie scenariuszy Diabła przeczytałem… Od kilku pierwszych równoważników zdań, aż do końcowego produktu, który końcowym się nie okazał.”
Zawsze obecny. Zawsze pomocny. Zawsze oddany sprawie.
Sztolnia była jego drugim domem. Już zawsze będzie go tam brakowało, ale obiecujemy, że działać i płynąć niczym nasza woda w podziemnej rzece, będziemy dalej. Ze Sławkiem w pamięci, dzięki wieloletniej pracy Sławka na rzecz tego miejsca i dla Sławka…
Dziś Sławek schodzi na swoją ostatnią szychtę. Do tej, z której się już nie wraca.
Ale wierzymy, że tam – gdzieś głęboko, po drugiej stronie – znów czeka przewodnik.
I znów prowadzi innych, spokojnie i z uśmiechem.
Do zobaczenia.

W celu zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z witryny ta strona stosuje pliki cookies.

Zostań Patronem